Naucz psa alfabetu!

  • Blog
  • 9 sierpnia 2018

Na wstępie chce zaznaczyć, że pisząc o nauce mam na myśli tylko szkolenie wykorzystujące techniki oparte o nagradzanie i wzmacnianie tak, aby ćwiczenia sprawiały przyjemność zarówno Tobie, jak i Twojemu psu. Szkolenie bez użycia siły. W moim słowniku nie istnieją pojęcia: „tresura psa”, „awersja”. Jeżeli uważasz, że „musi być kolczatka/obroża elektryczna bo inaczej się nie da” i, „w mojej rodzinie od zawsze owczarek dostawał po głowie gazetą i się nauczył” to uchyl trochę swój umysł przed dalszą lekturą- uwierz mi, że warto 🙂.
Sytuacja sprzed tygodnia. Ja i moje psiaki na szybkim spacerze przed wyjściem do pracy. Wąski chodnik- ni stad ni zowąd pojawia się facet z labradorem, który jeszcze szybciej w mgnieniu oka stawia psa na tylnych kończynach trzymając za szyje niczym Mickey Rourke w „Zapaśniku”. Pierwsza moja myśl „chodźcie suki, omińmy tego biedaka, szybciej pozwolą mu stanąć na nogach” Ale nie! Pan zapaśnik nalega żebyśmy przeszli obok bo to (znany i lubiany klasyk): „On tylko młody i tylko skakać chce!”- nawiązuje rozmowę. Zachęcającym tonem odpowiadam: „Ooo młody labrador, idealny materiał, do tego żeby go nauczyć nieskakania, mijania przechodniów, taki się szybko nauczy!” Mina Pana całkowicie zmieniła się, widać urażony, poradami od wrednej, głupiej, wścibskiej baby: „TO JEST PIES DO KOCHANIA A NIE DO JAKIEŚ NAUKI!”. Najwidoczniej skoro w tym domu psy skakały od pokoleń to nie ma co robić niepotrzebnych zamachów na rodzinne tradycje.
Sytuacja numer 2. Znajomi kupili sobie maltańczyka! Fajny, kłopotów miało być mało, hodowca mówił, ze taki nie wymaga spacerów, szybko się uczy załatwiając do kuwety! Tak coś pomiędzy kotem, a psem i wielkości królika. Wrażenie z wejścia do mieszkania jak z zanurzenia stóp w dorzeczu Amazonki, bo najbardziej oberwały od małych, ostrych ząbków (do opisu hodowca zapomniał dorzucić kiełki piranii) nasze łydki. Pobyt krótki, ale gardło bolało, bo tylko przekrzykiwaniem psa można było być usłyszanym. Pies przerzucany z rąk do rąk, bo to takie maleństwo, choć już miało rok i tylko na rękach tak strasznie nie ujadał no i kostki całe. „A może by tak z nim zacząć pracować? Chodzić na spacery? Spełniać jego potrzeby??” (rozluźniam spięte szczęki, choć obiecałam, że poza pracą się nie wcinam) ALEŻ SKĄD! Przecież to pies na kolanka, a nie do żadnej pracy!
Czy pójście na szkolenie z psem to samo zło? Nie ma co się dziwić jeszcze takim poglądom, skoro kiedyś na (tfu!) „tresurę” mógł iść pies który ukończył 7 miesiąc życia tylko dlatego, że średniowiecznymi metodami szarpania i karania mniej można było skrzywdzić starszego psa niż młodszego. Pewnie stąd taki odruch obrony naszych na kolankowych piesków. Czasy się na szczęście zmieniają. Warto jednak przyjrzeć się jakie metody są obecnie stosowane. Czy wasz pies wchodzi z radością na plac i co z niego wynosi? Wrażenia jakie wynoszą psy i ich opiekunowie z psiej szkoły, są znacznie szersze, niż lista komend, które w czasie kursu opanowujecie. Szkolenie psa to jeden z najlepszych sposobów na stymulacje umysłową psa. Kochamy naszego zwierzaka pozwólmy mu się rozwijać intelektualnie, uczyć nowych umiejętności. Budujmy jego pewność siebie- to dla psów lękliwych jedna z najistotniejszych kwestii. Szkolenie pozwala także nauczyć psa konkretnych zachowań, które można wykorzystać w przezwyciężaniu lęków. Metody pozytywnych wzmocnień gwarantują sprawne i skuteczne nauczenie psa najważniejszych komend i umiejętności, jak wracanie na zawołanie, siad, waruj, zostawanie w miejscu, chodzenie na luźnej smyczy czy skupianie uwagi na opiekunie podczas spaceru. Jednak wykonywanie komend jest niczym, jeśli nie masz z psem więzi. Pozytywne szkolenie ma na celu wzmocnienie więzi i zachęcenie psa do pracy w takich sposób, aby wykonywał wasze polecenia szybko i z przyjemnością. Na szkoleniach psów pracujemy nad zbudowaniem i umocnieniem właściwej relacji między właścicielem i psem. Takie porozumienie jest ważne, bo pozwala żyć bezstresowo i psu, i jego opiekunowi. Praca z psem na placu pozwoli ci lepiej zrozumieć zachowanie i sygnały wysyłane przez Twojego psa, łatwiej się żyje wspólnie na co dzień kiedy macie wspólny język. Postępy pozostałych uczestników szkolenia działają motywująco – skoro Iksiński nauczył Bobika chodzić przy nodze, to czemu ja mam nie dać rady zrobić tego samego z moim Azorkiem? Często też uczestnicy zajęć dzielą się doświadczeniem w pracy z własnym psem z innymi. A to jeden odkrył, że jego psa motywuje zabawka, a to inny wynalazł niezwykłe przysmaki. W ten sposób szkolenie grupowe staje się bogatsze od indywidualnego. Pierwsze zajęcia grupowego szkolenia psów są trudniejsze dla właścicieli – głównie dlatego, że pies widząc wokół siebie obce psy i ludzi może mieć problem z koncentracją na pracy. Nie zniechęcaj się. Ty też w nowym miejscu pośród obcych osób czułbyś się zagubiony. To wada pierwszych zajęć, ale zaleta całego szkolenia. Bo jeśli pies nauczy się pracować, gdy jest nieco pobudzony, to łatwiej będzie wyegzekwować od niego komendy podczas sytuacji życia codziennego. – Jak to bywa „początki są trudne” często ludzie po pierwszych dwóch zajęciach indywidualnych się zniechęcają do dalszej pracy, nie dając psom ani sobie rozwinąć skrzydeł. Im częściej coś powtarzamy tym lepiej nam to wychodzi- repetitio est mater studiorum! Jeśli trenujemy z psem sami, to u tych mniej wytrwałych ludzi pojawiają się chwile gdy zwyczajnie nie chce się wyjść na trening. Ten problem znika gdy mamy umówione i opłacone lekcje. Często jest też tak jak z siłownią/ fitnessem – w kilka osób raźniej, ćwiczy się chociażby po to by nie wyjść głupio przed drugą osobom (co często jest silniejszym bodźcem niż zmarnowanie karnetu).
Nauka w wypadku psów to też fragment profilaktyki. Dbamy o to by nasze milusińskie nie miały robaczków i nie chorowały na zakaźne choroby. Warto też zadbać od samego początku i uczyć psa prawidłowych zachowań. Wszyscy znamy powiedzenie: „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Oznacza to, że im bardziej przyłożymy się do wychowania naszego pupila tym lepsze osiągniemy rezultaty. Zawsze łatwiej już od szczeniaka uczyć prawidłowego przywołania niż przyjść z rocznym psem, który „kompletnie mnie nie zauważa na spacerze”.
Kochasz swojego psa i lubisz o nim opowiadać? Na treningu poznasz ludzi tak samo zakręconych i chętnych do wysłuchania Twoich opowieści, przy okazji dowiesz się ciekawych rzeczy o innych rasach. Psy kupione lub zaadoptowane na kolanka, młodsze czy starsze nie są bardziej głupie od psów pracujących. Labrador byłby szczęśliwszym psem jeśli mógłby z uśmiechem na ogonie mijać inne psy i na luźnej smyczy oczekiwać informacji od pana czy może się przywitać czy jednak nie. Maltańczyk byłby szczęśliwszym psem jeśli umiałby odpoczywać przy gościach i spełniać swoje psie potrzeby. Życie psów i właścicieli byłoby piękniejsze jeśli mogłyby w wyznaczonych miejscach spokojnie węszyć i być spokojnym, że wystarczy jedna komenda, a zwierzak jest z powrotem przy nas. Ta komenda to czasem komenda ratująca życie. Każdemu kochanemu psiakowi należy się taki trening.
Pracując z psami, pracujemy też nad sobą. Zakończone szkolenie to sukces zarówno człowieka jak i zwierzęcia. Tworzy się jeszcze mocniejsza więź, szersze zrozumienie, a to przecież o to nam chodzi, prawda?
Szkolenie posłuszeństwa i interakcji z człowiekiem jest jak dla nas nauka alfabetu. Z pozoru wydaje się, że można bez tego żyć, ale w praktyce męczymy się z tym my i wszyscy wokoło. I tak jak nauka alfabetu jest to podwalina do zapoznania zwierzęcia z bardziej zaawansowanymi komendami.